Kulejący weterynarz Eustachy leżał poturbowany w bramie nieopodal restauracji "Wyuzdany Kalafior", w której ona patrzyła na niego tak przenikliwie, że nie mógł już ukryć zażenowania. Jego nadwyrężone serce waliło tak mocno jak bęben, w którego uderza naraz dwadzieścia rozgrzanych do czerwoności rozochoconych bębniarek.. Jak woda tryskająca niespodziewanie pełną parą z rury ciepłowniczej na skrzyżowaniu w środku wypełnionego zimą miasta.. Jak szwadron rozjuszonych policjantów nacierający z pałkami i tarczami całą siłą w grupę protestujących pielęgniarek... Jej ciemne włosy opadały delikatnie na ramiona, jej śmiech powodował, że zapominał o wszystkich złych rzeczach, które mu się dziś przytrafiły.. Zapominał o tym, że został dotkliwie kopnięty w krocze przez niedorozwiniętego kuzyna Leopolda.. Zapomniał o tym, że szef potraktował go jak zgniecioną kartkę papieru wyrzucaną beznamiętnie do śmietnika albo resztki z nielegalnie działającej masarni, których trzeba się jakoś pozbyć.. W tej chwili myślał tylko o niej.. W jego głowie szalały dzikie, pełne żaru i pożądania myśli, których nie mógł opanować.. były jak wąż z wodą pod pełnym ciśnieniem, który wyrwał się strażakowi zmęczonemu kilkugodzinną walką z ogniem.. Jak żywioł, którego nie jest w stanie powstrzymać żadna znana ludzka siła. W myślach zdzierał z niej ubranie i kochał ją tak namiętnie jak tylko potrafił. Była cała jego i tylko jego. Był gotów porzucić wszystko i iść za nią gdziekolwiek by tylko chciała, choćby w bezkres bliżej nieokreślonego widnokręgu... Jego serce tego dnia nie wytrzymało....
Wyglądała ślicznie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz