Przeraźliwe odgłosy rozwydrzonych robotników rozkuwających wcześnie rano świeżo ułożony asfalt obudziły ją tak gwałtownie, że prawie spadła z łóżka na jego namiętne rozdarty podkoszulek. Ich sypialnia wyglądała tego dnia jak obrazy francuskich impresjonistów porąbane starą zardzewiałą siekierą używaną wcześniej przez bezlitosnego leworęcznego rzeźnika. Wszędzie dookoła leżały ich ubrania ściągane beztrosko w porywie chwili pod wpływem uczucia, które eksplodowało wczorajszej nocy jak niedokręcony gaz albo mina przeciwczołgowa. Ciągle czuła jego smak.. jego zapach, który zawsze budził w niej najskrytsze kobiece instynkty i działał jak feromon wycofany z rynku za narkotyczne i niewyjaśnione w skutkach działanie... Który powodował, że w środku płonęła jak magazyn tworzyw sztucznych po przypadkowym zaprószeniu ognia... Patrzyła na puste miejsce po lewej stronie łóżka przykryte wygniecioną szaleńczo pościelą pełną śladów swojej szminki i zastanawiała się czy to wydarzyło się naprawdę czy był to tylko sen, jeden z wielu, które miała po tym jak wyleciała przez kierownicę na rowerze hamując gwałtownie przednim hamulcem przed psem sąsiadki, wykastrowanym rottweilerem Alojzym, który wybiegł na ulicę trzymając w pysku wyrwanego dziecku pluszowego pingwina. Zastanawiała się ile będą jeszcze trwać te ponętne i rozkoszne chwile i czy może zatrzymać je na zawsze tylko dla siebie.. Czy może je głęboko schować, tak żeby nikt ich nie znalazł i nie zabrał, brutalnie nie ugasił ognia rozpalającego każdą jej komórkę, każdą żyłę, każdy narząd.. Czy może wsadzić je choćby do słoika po ogórkach kiszonych, kolejnej pustej butelki Martini albo pudełka po pile spalinowej, którą kupiła aby odstraszyć wścibskiego sąsiada składającego jej niestosowne propozycje. Jej wnętrze tego ranka buzowało jak serce strażaka uszczelniającego przeciekający wał przeciwpowodziowy... jak młot pneumatyczny rozkuwający świeżo ułożony asfalt.....
Zamknęła oczy tuląc do siebie jego poduszkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz