16 lis 2010

Chapter V

Kiść spleśniałych winogron, stary zakrwawiony nóż, gruba książka z wydartą okładką, peruka w kolorze blond, zniszczone zaproszenie na długo oczekiwany ślub, dziurawy nocnik, zwęglony kurczak, stłuczony kieliszek do białego wina, spalone żelazko, wycięta twarz na zdjęciach z wakacji, lalka Barbie z urwaną ręką, nigdy nie ułożona kostka Rubika, nigdy nie wykupiona recepta na dający szczęście lek… Śmietnik ludzkich żyć, w którym obudził się tego deszczowego poranka wzmagał w nim poczucie chaosu i wszechogarniającej niechęci do wszystkiego co do tej pory pchało go do przodu z dnia na dzień, co dawało mu siłę przeciwstawienia się wszystkim złym rzeczom. które tylko czyhały aby wkraść się w jego świat.. Niczym nie zmącone i niczym się nie wyróżniające, przeciętne, szare i nie pozostawiające po sobie żadnych kolorowych zdjęć pasmo pielęgnowania beznamiętnej codzienności… Krople deszczu zalewające widok na to lepsze, wymarzone jutro były jak zimny prysznic w rozpadającej się łazience gdzieś na przedmieściach tętniącego życiem miasta… Jak decyzje podjęte zbyt szybko pod wpływem nagromadzonych emocji i może trochę strachu przed tym co może wydarzyć się dalej… Przed tym co może przynieść tętniące kolorami jutro zalewające pustkę i z pozoru zaspokojone przemijanie...

>>>> Eva Cassidy - Say Goodbye (kliknij tu)

1 komentarz:

  1. .. pewien byl tylko 2 rzeczy: ze ma na imię Marek i ze pierwsza zjeba tego dnia pojawi sie najdalej za kwadrans. Zjeba niezbyt sie przejmowal - do konca dnia czekalo go jeszcze wiele takich, ale z tym imieniem zupelnie sobei nie radzil. Bylo jak kartka z 3-cia juz z kolei przecena tego samego wybrakowanego towaru w supermarkecie i bezwglednie zapowiadala rychle znalezienie sie w cuchnacej ryba mordzie smietnika.
    Wiec to tak ? juz koniec ? Zadnych wiecej porankow, zachodow ? Zadnych zjeb i kopniakow od zycia ?

    Postanowil walczyc. Owlosiona wlacznie z paznokciami reka zacisnela sie na znajomym trzonku rdzawo splamionej siekiery. Napial sie i czekal. W ostatnim momencie. Wlasnie nadchodzila, pchajac z calych sil przeladowany wozek matka w ciazy z trojka dzieci. Zrobilo mu sie troche zal, w koncu to byl calkiem dobry wozek. Trudno.

    Zaczail sie za piramida puszek z groszkiem i wzial zamach...

    OdpowiedzUsuń